Théodore Géricault – Tratwa „Meduzy”

Latem 1816 roku u wybrzeży Mauretanii wpadł na mieliznę francuski okręt „Meduza”. Część rozbitków znalazła miejsce w łodziach ratunkowych, ale 149 stłoczyło się na zbudowanej naprędce ogromnej tratwie. Łodzie, które miały ją ciągnąć, wkrótce odpłynęły, a prowiant się skończył. Wtedy zaczął się kanibalizm. Rozbitkowie walczyli ze sobą oraz dobijali rannych i słabszych, by zjeść ich ciała. Gdy po 14 dniach horroru tratwę odnalazła francuska brygantyna żyło już tylko 15 osób*.

Géricault ukazał właśnie ten moment, gdy na horyzoncie zamajaczyły żagle brygantyny. Z ocalałych rozbitków-kanibali zbudował genialną piramidę. Jej podstawą jest śmierć, bokami nadzieja, a szczytem radość uratowanych.

Artysta mocno złagodził obraz tragedii. Nie chciał epatować krwią i okrucieństwem. A miał ku temu okazję. Dowódca brygantyny napisał w dzienniku, że liny tratwy były obwieszone suszącymi się kawałkami ludzkiego mięsa. Jednak Gericault nie pokazał ich, ani żadnego innego krwawego motywu. Patrząc na jego obraz możnaby pomyśleć, że to biedni rozbitkowie osłabieni brakiem wody i jedzenia, a nie najbezwzględniejsi spośród 149 marynarzy i żołnierzy.

1819 r., olej na płótnie, 491 na 716 cm, Luwr

* Pięć z nich zmarło niedługo po odnalezieniu tratwy.